Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liga Europejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liga Europejska. Pokaż wszystkie posty

23 maja 2012

Bez pucharu, ale z nadzieją na lepszy sezon


Niedzielny mecz z Academicą był znakomitym podsumowaniem sezonu w wykonaniu Sportingu. Pierwsza połowa przespana, szybka strata bramki, a później pozostawało już tylko walenie głową w mur. Inna sprawa, że to zawodnicy Academiki sprawiali wrażenie bardziej zdeterminowanych do zdobycia „Tacy”. Ostatnia szansa na jakiekolwiek trofeum przepadła… właśnie. Przez co? Lenistwo? Czy błędy taktyczne Sa Pinto?

Stracona bramka mocno wkurzyła zawodników z Lizbony, z każdą minutą coraz bardziej było widać frustrację na ich twarzach. Zwłaszcza na twarzy Rui Patricio, który niczym osamotniony na placu boju sanitariusz dosięgnął broni przeciwlotniczej i próbował zbijać samoloty wroga. Coraz więcej ochoty do gry mieli również Joao Pereira (choć ten pewnie myślami był już na Euro), Capel, który biegał na prawej flance jak oszalały, Carrillo, który w kilku sytuacjach sprawiał wrażenie, jakby teczniki ucyzł się przy Ronaldinho, oraz - niestety - nieskuteczny tego dnia Ricky van Wolfswinkel.

Gdybym miał wskazać osobę odpowiedzialną za porażkę z 13 zespołem minionego sezonu Liga Sagres, to miałbym problem, ale ostatecznie wskazałbym na Ricky’ego. Zawodnik o takiej klasie i takich umiejętnościach musi udowadniać swoją wartość właśnie w takich meczach. Dobrego napastnika poznajemy po tym, kiedy potrafi strzelić bramkę będąc pod ogromną presją. Van Wolfswinkel tej presji wczoraj nie udźwignął. Był nieskuteczny do bólu i nie była to wina złych zagrań kolegów, niedokładnych podań, czy też dośrodkowań. On po prostu albo nie trafiał w piłkę, albo trafiał w nią na tyle źle, że strzał nie stanowiła dla bramkarza Academiki żadnego problemu.

Cały ten finał, jak już wspomniałem na początku, przypominał inne mecze Sportingu w tym sezonie. Walenie głową w mur, mimo technicznej przewagi nad przeciwnikiem. Widać, że i do Portugalii, niegdyś słynącej z piłki nieobliczalnej, za co wielu (i ja również) ją pokochało, wkracza powoli spryt, wyrachowanie, taktyczna dyscyplina. W niedzielę lekcję taktyki zawodnicy z Coimbry wykonali niemal wzorowo. Jeszcze żeby tak obcesowo nie opóźniali gry, no ale grać na czas też trzeba umieć, nie wysysa się tego z mlekiem matki.

Małe podsumowanie sezonu – szkoda straconego trofeum, ale jeśli forma zespołu z tego sezonu, szczególnie z jego drugiej części, ma być zapowiedzią lepszych czasów, to ja poczekam jeszcze rok na powrót Sportingu do rozgrywek Ligi Mistrzów. Do klubu trafiło wielu ciekawych zawodników, po których widać zaangażowanie. Onyewu, Insua, Schaars, Capel, van Wolfswinkel, dodatkowo wzmocnieni starymi wyjadaczami Patricio, Pereirą, Polgą (wzmocnienie wątpliwe, imo, ale doświadczenie posiada), Izmailovem, czy Matiasem Fernandezem muszą zacząć walczyć o konkretne trofea.

Sporting Lizbona 2011/2012:

4. miejsce w Liga Sagres i awans do fazy grupowej UEFA Europe League
Finał Pucharu Portugalii
Półfinał UEFA Europe League

Nie jest źle, choć mogło być lepiej. 

27 kwietnia 2012

Za rok wrócą silniejsi


Tak jak pisałem wczoraj – absolutnie nic się nie stało. To, że Sporting przegrywa z tak znakomitą drużyną jak Athletic Bilbao jest zaszczytem, naprawdę. Podopieczni Marcelo Bielsy zagrali wczoraj perfekcyjnie, dali się Sportingowi wybiegać, a ciosy zadawali w ważnych momentach – kiedy wydawało się, że to Sporting lada chwila zdobędzie bramkę. Trudno mieć też do kogokolwiek z drużyny pretensje, bo wszyscy chyba są świadomi, że dla takiego Andersona Polgi półfinał Ligi Europejskiej to szczyt możliwości i należałoby się rozglądać za następcami Brazylijczyka. Xandao, Onyewu, Carrico, młodzi Arias i Ilori, bo z Rodrigueza raczej będzie już niewiele. Ofensywa zrobiła co mogła wobec znakomicie zorganizowanej defensywy Athletic. Być może, gdyby na boisku znalazł się pauzujący za kartki Marat Izmailov… ale to tylko gdybanie.

Przegrana nie oznacza tragedii. Przed sezonem, ani tym bardziej w grudniu, niewielu kibiców Sportingu mogło stwierdzić, że z całą pewnością ich zespół zagra w półfinale LE. Mało tego – więcej znaków na niebie i ziemii wskazywało na to, że Sporting odpadnie na pierwszych stopniach fazy pucharowej. Kolejno z Legią, z Manchesterem City, wreszcie z Metalistem, od których był słabszy, a jednak przechodził dalej. Dlatego uważam, że wynik jak na możliwości klubu jest dobry. Poza tym wreszcie widać pozytywy. Sa Pinto poukładał drużynę w taki sposób,że nawet najmniej rozgarnięty trener w Portugalii (wpiszcie swoje nazwisko;)) nie bylby w stanie tego zepsuć. Wielokrotnie podkreślałem to już w poprzednich notkach, napiszę to raz jeszcze. Taki Sporting chcę oglądać za każdym razem! Kiedy niezależnie od wyniku wiem, że pilkarze zostawili na boisku mnóstwo zdrowia, nie bawili się w zbędne kalkulacje, tylko pragnęli zwycięstwa. A za rok wrócą do Ligi Europejskiej silniejsi.

P.S. Ciekawostka. Najmłodszy spośród wszystkich graczy pierwszego składu - Diego Rubio - zagrał w tym sezonie w lidze 295 minut i strzelił jedną bramkę, a najstarszy zawodnik – Thiago – ma 37 lat i nie spędził na boisku ani minuty. 

P.S.2 Średnia wieku graczy pierwszej drużyny wynosi 24,3 lat, więc jest to stosunkowo młody, ale i doświadczony zespół. Na pewno rokujący na przyszłość. Oby tylko działacze nie podejmowali zbyt pochopnych decyzji, np. o sprzedaniu Rui Patricio, Joao Pereiry, czy Ricky’ego van Wolfswinkela.

26 kwietnia 2012

Czego spodziewam się po dzisiejszym meczu?


Odpowiedź na tytułowe pytanie może być tylko jedna – walki! Chcę ponownie zobaczyć to, czego Lwom w ostatnim czasie nie brakuje w niemal żadnym meczu. Walkę, która spowoduje awans do upragnionego finału europejskich rozgrywek. Mam wrażenie, że trener Ricardo Sa Pinto odpowiednio nastraja zawodników przed meczem, motywator jest z niego przecież pierwszorzędny. Chodzi mi tylko o motywację zawodników i zaciekłą walkę o każdą piłkę, bo przecież wyniku nikt nie jest w stanie przewidzieć. Wiem natomiast, że „obrona Częstochowy” w tym przypadku się nie sprawdzi. Trzeba atakować, rozgrywać piłkę z dala od własnej bramki, spróbować coś strzelić.

To może być klucz do sukcesu, pierwszego od 2005 roku finału europejskich rozgrywek.

A co w przypadku porażki i odpadnięcia? Jak to co? Nic. Biorąc pod uwagę fakty półfinał Ligi Europy dla Sportingu to i tak sukces. Zbyt długie tolerowanie poczynań Domingosa Paciencii spowodowało, że Sporting nie liczy się w walce o mistrzostwo, ma za to szansę na dwa trofea. Ligę Europy i Puchar Portugalii. Mam nadzieję, że nadzieja na to pierwsze nie pryśnie niczym mydlana bańka dziś wieczorem. 

14 kwietnia 2012

Lizbona jest biało-zielona


Nie ma nic piękniejszego niż wygrana zespołu w derbach. To takie wydarzenie mocno kojące skołatane nerwy kibiców. Choćby nie wiem jak źle szło w lidze, zespół odpadł z europejskich pucharów, a w krajowym pucharze doznał druzgocącej porażki z przeciętniakiem II ligi - derby wygrać po prostu musi. 

Tak też się stało na Alvalade w ostatni poniedziałek. Mimo tego, że Sporting zupełnie się już nie liczy w walce o tytuł, potrafił zagrać z Benfiką na poziomie gwarantującym korzystny wynik. Patricio na bramce grał naprawdę momentami jak profesor. Obrona, ale również defensywnie usposobieni pomocnicy - miód na serce. Podejrzewam, że nawet gdyby Benfice trochę bardziej chciało się wygrać to spotkanie i tak niczego by nie zdziałała. W defensywie Sporting zagrał REWELACYJNIE, a świadczyć może o tym fakt, że nawet tak znakomity napastnik jak Oscar Cardozo nie wypracował sobie żadnej sytuacji do strzelenia bramki i to mimo posiadania piłki sięgającego 63%. Statystyka strzałów Benfiki w ogóle nie powalała. 14(4 celne) przeciwko 17 (10 celnych) Sportingu. "Lwy" były tego wieczoru po prostu lepszym zespołem. Reszta statystyk do podejrzenia w centrum meczowym.

Co teraz czeka Sporting. Chwila przerwy ze względu na finał Pucharu Ligi między Benfiką a Gil Vicente - to na pewno. Później jednak trzeba będzie wziąć się za robotę. Terminarz ligowy nie jest zbyt napięty
22.04 - Nacional (wyjazd)30.04 - Academica (dom)06.05 - FC Porto (wyjazd)13.05 - SC Braga (dom)
Jednak dochodzą jeszcze mecze w Lidze Europejskiej (nie można wykluczyć ewentualnego finału 9 maja na Stadionie Narodowym w Bukareszcie).
19.04 - Athletic Bilbao (dom)26.04 - Atheltic ilbao (wyjazd)
i finał Pucharu Portugalii, który zostanie rozegrany 20 maja na tym obiekcie.
 

4 kwietnia 2012

Musimy walczyć w Lidze Europy

Lwy ciułają punkty. Jeden po drugim, powoli, ale dość regularnie. To fakt niezaprzeczalny, choć oczywiście nie zmienia on tego, że obecny sezon jest sezonem mocno eksperymentalnym, zarówno ze względu na stanowisko trenera, jak i piłkarzy. Moim zdaniem jest również mocno eksperymentalny ze względu na stanowisko prezydenta klubu - Godinho Lopesa. W czerwcu ubiegłego roku zarząd z nowym prezydentem podjęli decyzję o zatrudnieniu trenera Domingosa Paciencii i zatrudnieniu kilkunastu nowych piłkarzy. Trener został oceniony, zarówno przez kibiców, jak i przez klub - Paciencia już na Alvalade nie pracuje. 

Nieuchronnie zbliża się też czas oceny piłkarzy, choć w pewnym sensie kibiców wyręczył w tej materii klub, odsyłając do Włoch Valeriego Bojinova. Moim zdaniem klub gdzieś zatracił początkową wizję klubu, a z tego, do czego zarząd był przekonany jeszcze w sierpniu, pozostało w klubie niewiele. Przyznacie sami, że jeśli po kilku miesiącach zwalnia się trenera, na którego "polowało się" od dłuższego czasu i z nim wiązano nadzieje na przyszłość - to coś musi być nie tak. Tak jak już wspominałem - Paciencia nie miał tak złych wyników, brakowało determinacji - oraz punktów - w rozgrywkach ligowych.

A teraz? Pod wodzą nowego trenera nie wiem nic. Niby są zwycięstwa, zespół wyeliminował niezłą Legię Warszawa, później rozprawił się z Manchesterem City. Sam nie wiem, które spotkanie jest dla Sportingu ważniejsze. To jutrzejsze z Metalistem Charków w meczu rewanżowym ćwierćfinału Ligi Europy, czy poniedziałkowe derby Lizbony? Nie lubię wartościować, bo zarówno awans do półfinału jest istotny, jak i wygrane derby. Z tym, że dzięki wygranym derbom klub może zyskać jeszcze trochę kibicowskiej przychylności, a na wyeliminowaniu Metalista może też sporo zarobić. Stawiałbym jednak na to, że Sa Pinto większą uwagę poświęci jutrzejszemu spotkaniu z Ukraińcami. Awans do kolejnej fazy LE podziałałby kojąco na cały zespół, oraz na kibiców. A na policzenie się w derbach jeszcze przyjdzie pora. 

16 marca 2012

Z nieba do piekła i z powrotem

http://cdn.caughtoffside.com 
Mecz na Etihad nie miał być łatwy i taki też nie był. Po zwycięstwie 1-0 w Lizbonie wszscy liczyliśmy na pomyślny wynik w Manchesterze i piłkarze nam go dostarczyli. I to po jakim meczu! 

 Dwie bramki strzelone przez Sporting w pierwszej połowie ustawiły spotkanie. Nie będę wnikał w to, jak bardzo Manchester City chciał to spotkanie wygrać, a jak bardzo chciał odpaść, by skupić się na walce o mistrzostwo Anglii. Myślałem tak w drugiej połowie, jednak druga sprawiła, że zgłupialem totalnie. Znajomy na twitterze nawet zapytał: "O co Ci chodzi City? Chcesz to wygrać, czy tylko zremisować?". Inny znajomy napisał smsa: "Nie uważam, że odpuszczają.To Sporting grał, bo teraz troszkę wpada w panikę, bardzo fajną piłkę. (...)Napierają". Własnie. 

Manchester City napierał do ostatnich chwil. Chwilę przed końcem strzelili na 3-2, więc potrzebowali jeszcze tylko tej jednej jedynej bramki. Każda minuta do końca meczu powodowała, że przybywały mi dwa siwe włosy, każda minuta doliczonego czasu gry - pięć. W ostatniej akcji, kiedy piłka po dośrodkowaniu z lewej strony (taki sobie występ Pereirinhi, który zastępował Joao Pereirę) trafiła na głowę... Joe Harta... zamarłem. Piłka po uderzeniu bramkarza City leciała chyba 20 godzin w kierunku bramki Sportingu. Patricio wyciągnął odruchowo rękę, dotknął futbolówkę koniuszkami palców, wydawało się, że w ogóle jej nie dotknął. Piłka nieco zmieniła parabolę lotu, i przeszła tuż obok słupka. 

Mnie samemu wydawało się, że na ostatnie dziesięć minut meczu wstrzymałem oddech. Ktoś napisał, że Sporting przebył drogę z nieba do piekła i z powrotem. Miał rację. Dotyczy to nie tylko tego meczu, ale również całościowego występu w tegorocznej edycji Ligi Europejskiej. Teraz "Lwy" w ćwierćfinale spotkają się z Metalistem Charków, kibiców z Alvalade czeka więc po raz kolejny daleki wyjazd na wschód Europy. Oby tak samo szczęśliwy jak dwumecz z Manchesterem.

13 marca 2012

Sporting po rządami Ricardo Lwie Serce


źródło:igol.pl
Po latach posuchy i eksperymentowaniu z trenerami kibice Sportingu Lizbona w końcu mogą odsapnąć. Trenerem został ktoś, komu bezsprzecznie zależeć powinno na dobrych wynikach osiąganych przez Lwy. Ricardo Sa Pinto, wielokrotny reprezentant kraju, były gracz Sportingu objął stanowisko trenera nagle, tuż po tym jak Domingos Paciencia złożył rezygnację. Stanowisko objął "nagle", ale nie było gorączkowego poszukiwania trenerów, wertowania notesów z zapisanymi nazwiskami szkoleniowców godnych prowadzić klub. Zarząd doskonale wiedział, że w razie niewypału na ławce rezerwowych zasiądzie właśnie Sa Pinto, były zawodnik klubu z Alvalade.

Osobiście do końca mu nie ufam. Nie ze względu na to, że jest słabym trenerem, ale ze względu na jego charakter. Nigdy nie wiadomo czym zaskoczy, co powie. Jak choćby ostatnio, tuż po reważnowym meczu z Legią Warszawa, kiedy na konferencji prasowej wypalił: "Mógł wygrać tylko wielki Sporting". Odważne stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że zespół z Alvalade w lidze zajmuje dopiero czwarte miejsce, zawzięcie walcząc o odskoczenie Maritimo, a i z samą Legią w Lizbonie też nie zagrał porywająco. Sa Pinto jest trenerem na pewno nieprzewidywalnym. Raz wystawi nieco eksperymentalną jedenastkę na mecz przeciwko słabeuszowi z Setubal i poniesie taktyczną klęskę
 Patricio, Arias, Polga, Xandao, Insua, Carrico, Capel, Schaars, Elias, Izmailov, Ribas
żeby za chwilę wrócić do niemal najsilniejszego zestawienia
Patricio, Pereira, Xandao, Polga, Evaldo, Schaars, Capel, Elias, Matias, Izmailov, Wolfswinkel
 i wygrać 5-0 z dużo mocniejszym zespołem z Guimaraes. Ale jak mówi sam Ricardo - wszystko polega na odpowiednim zmotywowaniu drużyny. 

Zrozumieć go trudno. Zresztą taki miał charakter również w czasie gry dla Sportingu. Bywały sytuacje, kiedy drużyna przy niekorzystnym wyniku się poddawała, a on dawał z siebie nie sto pięćdziesiąt, ale dwie procent. Zawsze powtarza, że najważniejszy jest klub i styl w jakim ten klub prezentuje się swoim fanom. Nawet gdyby w zespole nie było wielkich gwiazd, trzeba pokazać, że Sporting jest wielki i nie klęka przed nikim i niczym. Przyznać też trzeba, że jako trener, który nie miał doświadczenia w pracy z seniorskimi klubami (do tej pory trenował głównie młodzież Sportingu), początek kariery Sa Pinto w Sportingu jest imponujący. W siedmiu pierwszych meczach pod wodą nowego treera Lwy wygrały pięć, jeden zremisowały (z Legią na Łazienkowskiej) i jeden przegrały (wspomniany mecz z Setubal). Takiego startu nie miał Domingos Paciencia, mimo, że miał drużynę do dyspozyji przez cały okres przygotowawczy i mógł ją ustawić jak chciał. Rekord Paciencii? 17-9-7. Wynik nie taki zły, ale oczywiście spodziewano się po trenerze więcej. 

źródło:  http://www.telegraph.co.uk
Co czeka Sporting w najbliższym czasie? Przede wszystkim rewanżowy mecz z Manchesterem na Etihad Stadium w ramach Ligi Europy. Ciągle mi się wydaje, że ważniejszym trofeum dla Sportingu jest Puchar Portugalii i walka o miejsce gwarantujące start choćby w eliminacjach Ligi Mistrzów, więc mając na uwadze ciężkie mecze w lidze (ostatnie pięć meczów to kolejno: Benfica, Nacional, Academica, FC Porto i Braga) trener Sa Pinto będzie mierzył siły na zamiary i walkę z Manchesterem City zwyczajnie odpuści kosztem triumfu choćby w Pucharze Portugalii. 

O ostatnim meczu nie ma co pisać poza tym, że się odbył i Guimaraes zostalo wręcz zniszczone. Inna sprawa, że podopieczni Rui Vitórii nie byli tego dnia w najwyższej formie. Spośród zawodników Sportingu warto wyróżnić Matiasa Fernandeza, Diego Capela, Stijna Schaarsa i Jeffrena, który wrócił po długiej kontuzji w sposób mocny, strzelając dwie bramki. Właściwie cały zespół rozegrał chyba najlepsze ligowe spotkanie w tym sezonie i chłopakom należą się gratulacje. Teraz Manchester. "Może wygrać tylko wielki Sporting"? ;) 

24 lutego 2012

Jest awans, ale... wystarczy

Nie cieszę się z awansu do następnej rundy Ligi Europejskiej. Sporting awansował w stylu beznadziejnym, w zasadzie to bez jakiegokolwiek stylu. Czy byli lepsi od warszawskiej Legii? "Strzelili więcej bramek, więc tak". "Awansowali, więc tak". Niekoniecznie. Otóż do następnej rundy Ligi Europejskiej nie awansował zespół lepszy, tylko ten, który miał fart i którego nieco przestraszył się rywal. A przestraszył się nie umiejętności i obecnej formy Sportingu, ale nazwy, marki. 

Porównywanie poszczególnych zawodników Legii i Sportingu nie ma sensu, wystarczy porównać zachowanie się poszczególnych formacji. Otóż w meczu w Lizbonie obrona Legii zagrała PERFEKCYJNIE, a pierwszym sygnałem do tego, że Sportingowi niełatwo będzie się przedostać pod bramkę rywala świadczyło zachowanie Michała Żewłakowa, który na początku spotkania - prawie leżąc - próbował jeszcze bronić dostępu do piłki... własną głową (!). Akcji ofensywnych Sporting przeprowadził niewiele, bo atakować nie musiał. Ale gra w obronie i w drugiej linii wyglądała dramatycznie. Zaryzykuję stwierdzenie, że Lech Poznań w rywalizacji z Bragą miał dużo trudniejsze zadanie niż Legia w rywalizacji ze Sportingiem.

Przyszedł nowy trener, bardzo charakterny - Ricardo Sa Pinto. Lepszego, bardziej związanego z klubem, i kochającego klub znaleźć nie mogli. Trener musi jednak szybko zrozumieć, że nie wystarczy na konferencjach prasowych mówić "Mógł wygrać tylko wielki Sporting". Od tego nie urośnie morale zawodników, potrzebne są wyniki. Na te czekam. Wygrana z Pacos u siebie po samobójczej bramce też nie spowodowała mocnego skoku jakościowego w grze. Sporting gra brzydko, bez pomysłu, a to, że pod okiem Sa Pinto w trzech meczach nie przegrał świadczy nie o jakości, ale o szczęściu, które na razie Lwów nie opuszcza. Jak długo?

P.S. W 1/8 Ligi Europejskiej czeka na Sporting Manchester City, który potrafił wygrać z Porto na do Dragao 1-2, a w Manchesterze ekipie Smoków dał surową lekcję wygrywając 4-0. Jeśli Sporting pokaże w tym dwumeczu charakter i piękno futbolu - będę zadowolony. Mimo wszystko spodziewam się jednak końca przygody z pucharami i brutalnego gwałtu na portugalskiej piłce w wykonaniu "The Citizens". 

25 grudnia 2011

Udana runda jesienna Sportingu

Koniec roku zbliża się krokami większymi niż przypuszczałem, dlatego pora na małe podsumowanie postawy Sportingu w rundzie jesiennej. Będzie krótko, bo mam nadzieję, że "Leoes" swoją postawą w rundzie jesiennej dadzą mi powody ku stworzeniu większej notki.

Patrząc na wyniki Sportingu w rundzie jesiennej można być zadowolonym. Lwy do lidera Liga Sagres tracą ledwie 6 puntów (w porównaniu z poprzednim sezonem nie jest to strata nie do odrobienia), wiedzie im się również w Lidze Europejskiej, jak i w Pucharze Portugalii. Oczywiście - zawsze może być lepiej. Myślę jednak, że wymaganie od zespołu jeszcze lepszych wyników było by ze strony kibiców sporą niesprawiedliwością. Pamiętamy wszyscy poprzedni sezon, kiedy to, z problemami, Sporting walczył o utrzymanie trzeciej lokaty w tabeli, ledwo co awansował do Ligi Europejskiej, odpadł z niej po zaciętych, choć nudnych meczach z Glasgow Rangers, a Pucharze Ligi i Taca de Portugal nie osiągnął zupełnie niczego.

Zespół, co widać na każdym kroku, przeszedł rewolucję. Wielu zawodników opuściło drużynę, wielu również przyszło. Kwota wydana na transfery jest niebagatelna (ok. 25 milionów Euro wydanych w letnim okienku transferowym), trzynastu nowych zawodników. W pół roku to wszystko starał się ułożyć NOWY trener - Domingos Paciencia. Tak jak nie ufałem trenerowi Paulo Sergio, tak ufam obecnemu szkoleniowcowi ufam. Wierzę, że nauczy się zespołu, a zespół jego. Oni się ciągle poznają, przypomina to trochę pierwsze randki między dwojgiem ludzi, ale widać chemię.

Zakupieni gracze powoli odnajdują się w nowej rzeczywistości, Schaars strzela i podaje, Rinaudo miał znakomity początek, później przyszła kontuzja, ale czuję, że to jest gracz, który będzie w stanie dorównać (jeśli nie prześcignąć) Miguelowi Veloso. Powoli tez wracają kontuzjowani - Matias Fernandez, Marat Izmailov. Ricky van Wolfswinkel, mimo słabszych ostatnich trzech tygodni, prezentował na jesieni formę bliską napastniczego ideału. Jest dobrze, będzie jeszcze lepiej.

P.S. No i Liga Europejska, w której Sporting Lizbona zmierzy się z warszawską Legią. Chyba nie muszę pisać, że to będzie dla mnie najważniejszy mecz 2012 roku? :)
P.S. W związku z tym meczem szykuję sporą notkę na temat Sportingu. Wkrótce powinna pojawić się na blogu.