Pokazywanie postów oznaczonych etykietą benfica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą benfica. Pokaż wszystkie posty

12 grudnia 2012

Przegrane derby. Co dalej?

Derbom Lizbony może i daleko do spotkań między dwoma klubami z Manchesteru, ale one również wzbudzają spore zainteresowanie. Przegrana Sportingu była do przewidzenia, choć do przerwy kibicom Sportingu z pewnością nie brakowało nadziei na korzystny rezultat końcowy. Sprawy potoczyły się jednak nie tak jak byśmy wszyscy chcieli. 

Podobało mi się
- zaangażowanie piłkarzy, na których liczyłem przed tym spotkaniem, czyli Capela i Fito Rinaudo. Na początku przygody Hiszpana ze Sportingiem uważałem, że to totalny jeździec bez głowy, ktoś, komu pod względem umiejętności bliżej do Waldemara Soboty niż choćby Jakuba Błaszczykowskiego. Muszę niestety zmienić pogląd, bo Capel, mimo, że nie stwarza stuprocentowych sytuacji bramkowych, ale do spotkania podchodzi zawsze ze stuprocentowym zaangażowaniem. Podobnie zresztą jak Fito Rinaudo, jeden z lepszych zawodników w czasie poniedziałkowych derbów.
- bramka Wolfswinkela. Rzadkiej urody, kopnięcie jakby od niechcenia, kompletnie zaskoczony bramkarz Benfiki nie miał nic do powiedzenia w tej sytuacji, podobnie jak obrońca, który pilnował Holendra w polu karnym.
- gra zespołu w pierwszej połowie. Takiego zaangażowania i gryzienia trawy oczekiwałbym również w potyczkach z dużo słabszymi zespołami niż Benfica.
- poziom spotkania. Wiadomo, że derby rządzą się swoimi prawami i w zasadzie nikt by się nie zdziwił, gdyby mecz zakończył się nudnym, bezbramkowym remisem, po którym 40% kibiców obu zespołów wyrzuciłoby telewizory przez okno. Tak się jednak nie stało, głównie za sprawą (niestety) piłkarzy Benfiki. Przynajmniej było na co patrzeć.

Co mi się nie podobało
- gra Sportingu w drugiej połowie.Widać było, że około 60. minuty większość zawodników oddycha rękawami, a sił brakuje nawet na dokładny wyrzut z autu. Świadczy to tylko o tym, że były trener Sa Pinto słabo przygotował piłkarzy do sezonu pod względem kondycyjnym.
- gra środkowych obrońców. Od razu po transferach twierdziłem, że Rojo i Boulahrouz nie nadają się do tego, żeby tworzyć parę podstawowych środkowych obrońców., co potwierdziło się w derbach. Para ta zagrała po prostu tragicznie. Rojo strzelił bramkę samobójczą na 1-1, a pochodzący z Maroka reprezentant Holandii, niejaki Khalid, wyleciał z boiska po zagraniu piłki ręką w polu karnym. W czasie wojny zostaliby posądzeni o zdradę i rozstrzelani. W takiej formie obaj panowie nie zasługują na jakiekolwiek związki z "Lwami", chyba, że mówimy o rzuceniu im lwom na pożarcie.
- sędziowanie. Pan Marco Ferreira niezbyt zdecydowanie radził sobie z faulami piłkarzy obu drużyn. Choćby po faulach na Capelu - dopiero po czwartym przewinieniu na Hiszpanie kartkę otrzymał Maxi. Generalnie sędzia sprawiał wrażenie, jakby był najważniejszy na boisku.
- porażka. Trudno, żeby było inaczej. 
- zmiany trenera Vercauterena. W 81. minucie czerwoną kartkę otrzymał Boulahrouz, Cardozo strzela bramkę na 1-2, a dwie minuty później za pomocnika Eliasa wchodzi...obrońca Xandao. Rozumiem, że już wtedy trener wiedział, że tego meczu nie da się wygrać i trzeba wpuścić kolejnego obrońcę, żeby utrzymać wynik? 

Kolejny mecz Sporting rozegra z Nacionalem. Może przełamanie przyjdzie właśnie na Maderze?

P.S. Przypominam o istnieniu facebookowego ustrojstwa zwanego "Fanpage", gdzie gromadzą się wszyscy fani Sportingu Lizbona w Polsce. 
P.S. Na facebooku właśnie powstał pomysł stworzenia oficjalnego fan klubu Sportingu. Pomysł bardzo zacny, w realizacji. Jeśli chcecie do nas dołączyć, klikajcie tu.

10 grudnia 2012

Derby Lizbony już dziś. Czego się spodziewać?


Dawno, dawno temu pomyślałem sobie, że ten zespół ma charakter, mimo, że właśnie przegrał finał europejskich rozgrywek. Dziś użyć takiego określenia nie sposób. Nie sposób również zaprzeczyć, że faworytem dzisiejszych derbów Lizbony jest Benfica. Aczkolwiek jest kilka powodów dla których warto dziś postawić na Sporting. 

Pierwszy to taki, że wierzyć zawsze warto. Jest jednak na tyle banalny, że szybko przechodzę do kolejnego. Po drugie - Sporting nie przegrał na swoim stadionie od 28 sierpnia 2012, czyli od pierwszego ligowego spotkania na Alvalade. Po trzecie - jeśli już Sporting wygrywał w tym sezonie (a zdarzyło się to raptem czterokrotnie), to tylko na własnym obiekcie.Po czwarte... wystarczy. 

Wszystko inne przemawia za Benfiką, włącznie z tym, że "Orły" ostatni mecz grały w środę, a Sporting w piątek. Niby tłumaczenie głupie, ale dla sportowca dwa dni odpoczynku więcej mają znaczenie. To znaczy nie spodziewam się, żeby np. dla Wolfswinkela stanowiło to jakąś różnicę, bo on akurat w piątek nie grał, ale dla Rinaudo czy Capela (o ile zagrają) różnica może być kolosalna. Skądinąd wiadomo, że derby rządzą się swoimi prawami. Jeśli "Lwy" w tym sezonie u siebie przegrywały rzadko, to równie dobrze dziś Benfica spokojnie może im zaaplikować trzy bramki i wrócić do siebie. Czy futbol jednak nie bywa okrutny?

We wczorajszych derbach Manchesteru, po szybkiej stracie dwóch bramek, City się obudziło i doprowadziło do remisu po to, by ostatecznie stracić bramkę na 2:3 w doliczonym czasie gry. Oglądałem wczoraj ten mecz z wypiekami na twarzy, bo było tam absolutnie wszystko. Bramki, walka, chęci, umiejętności, no i wspaniali piłkarze. Tych ostatnich w zespołach Benfiki i Sportingu nie brakuje, choć w pewnym sensie większość z nich jest jakby w uśpieniu. Może dziś się wreszcie obudzą?

P.S. Transmisja derbów Lizbony dziś od 21:15 w Orange Sport.

14 kwietnia 2012

Lizbona jest biało-zielona


Nie ma nic piękniejszego niż wygrana zespołu w derbach. To takie wydarzenie mocno kojące skołatane nerwy kibiców. Choćby nie wiem jak źle szło w lidze, zespół odpadł z europejskich pucharów, a w krajowym pucharze doznał druzgocącej porażki z przeciętniakiem II ligi - derby wygrać po prostu musi. 

Tak też się stało na Alvalade w ostatni poniedziałek. Mimo tego, że Sporting zupełnie się już nie liczy w walce o tytuł, potrafił zagrać z Benfiką na poziomie gwarantującym korzystny wynik. Patricio na bramce grał naprawdę momentami jak profesor. Obrona, ale również defensywnie usposobieni pomocnicy - miód na serce. Podejrzewam, że nawet gdyby Benfice trochę bardziej chciało się wygrać to spotkanie i tak niczego by nie zdziałała. W defensywie Sporting zagrał REWELACYJNIE, a świadczyć może o tym fakt, że nawet tak znakomity napastnik jak Oscar Cardozo nie wypracował sobie żadnej sytuacji do strzelenia bramki i to mimo posiadania piłki sięgającego 63%. Statystyka strzałów Benfiki w ogóle nie powalała. 14(4 celne) przeciwko 17 (10 celnych) Sportingu. "Lwy" były tego wieczoru po prostu lepszym zespołem. Reszta statystyk do podejrzenia w centrum meczowym.

Co teraz czeka Sporting. Chwila przerwy ze względu na finał Pucharu Ligi między Benfiką a Gil Vicente - to na pewno. Później jednak trzeba będzie wziąć się za robotę. Terminarz ligowy nie jest zbyt napięty
22.04 - Nacional (wyjazd)30.04 - Academica (dom)06.05 - FC Porto (wyjazd)13.05 - SC Braga (dom)
Jednak dochodzą jeszcze mecze w Lidze Europejskiej (nie można wykluczyć ewentualnego finału 9 maja na Stadionie Narodowym w Bukareszcie).
19.04 - Athletic Bilbao (dom)26.04 - Atheltic ilbao (wyjazd)
i finał Pucharu Portugalii, który zostanie rozegrany 20 maja na tym obiekcie.
 

1 lutego 2012

Kilka wzmocnień


Transferowa karuzela, mimo wcześniejszych deklaracji ze strony zarządu, nie ominęła drużyny z Alvalade. I choć wydawać by się mogło, że letnie zakupy w sposób wystarczający wzbogaciły kadrę, to w zimowym - właśnie zamkniętym - okienku transferowym dokonano kilku, moim zdaniem istotnych, korekt. Nawet pozbycie się niektórych zawodników można określić jako wzmocnienia drużyny.

Po pierwsze i najważniejsze - Joao Pereira, mimo plotek mówiących o jego transferze, nigdzie nie odszedł. To chyba największe wzmocnienie w tym okienku transferowym. Głupiec pozbywałby się dobrego zawodnika, o ktorego pytają takie firmy jak Villarreal czy Paris Saint Germain. To, że ostatnio Joao miał trochę "gorącą głowę", co czasem skutkowało kartką lub błędami w grze defensywnej, jest zapewne spowodowane medialnym zamieszaniem jakie się wokół niego wytworzyło. W każdym razie reprezentant Portugalii zostaje w Sportingu przynajmniej do końca sezonu.

Drugim wzmocnieniem zespołu powinno być odejście Valeriego Bojinova do Lecce. Bułgar popadł w niełaskę po tym jak zabrał piłkę kolegom z drużyny i sam próbował strzelić karnego w meczu Pucharu Ligi. Został prze klub zawieszony do odwołania, a kilka dni temu została podjęta decyzja o powrocie Bojinova do Włoch. W ciągu półrocznej przygody ze Sportingiem strzelił trzy bramki, ale poza chciwością i kiepskim zachowaniem nie wyróżnił sie niczym innym. 

Ciekawie ma się sprawa z Yannickiem Djalo, który w praktyce nie był już zawodnikiem "Lwów" po zamieszaniu z jego transferem w letnim okienku. Sporting sprzedał Yannicka do francuskiego Nice, FIFA stwierdziła, że transferu dokonano po zamknięciu się okienka transferowego, więc Djalo faktycznie pozostaje zawodnikiem Sportingu, jednak trener Domingos Paciencia stwierdził, że Portugalczyk nie jest mu do niczego potrzebny i ostatnie pół roku zawodnik spędził w zawieszeniu. Teraz podpisał cztero i pół letni kontrakt... z lokalnym rywalem Sportingu - Benfiką. Kibicom Sportingu to się oczywiście nie spodobało, ze zrozumiałych powodów. 
Poza tym do klubu przyszli jeszcze:

Xandao (obrońca - wypożyczenie)
Ribas (napastnik - wypożyczenie)
Renato Neto (pomocnik - powrót z wypożyczenia)

28 listopada 2011

Gorące derby Lizbony dla Benfiki

Szok? Niedowierzanie? Zaskoczenie? Wstyd? Nic z tych rzeczy. Żadnego z tych słów nie użyłem tuż po zakończeniu meczu derbowego pomiędzy Benficą a Sportingiem Lizbona. Na pewno nie były to derby, jakich się spodziewałem, ale z punktu widzenia kibica Sportingu jest to wynik nie do końca oczekiwany. Zresztą niedawno pisałem tym, dlaczego Sporting, po raz pierwszy od dłuższego czasu, nie musi się obawiać Benfiki. I nie obawiał się. Dawno nie widziałem, żeby Sporting podszedł do meczu z Benfiką w podniesioną głową i żeby walczył niemalże przez pełne dziewięćdziesiąt minut. 

Coś jednak tę porażkę "Lwów" spowodowało. Według mnie decydujący wpływ na przebieg meczu miała kontuzja i opuszczenie boiska przez Matiasa Fernandeza. To brak klasowego rozgrywającego, takiej klasycznej "dziesiątki" spowodował, że Sporting szybko tracił piłkę z przodu i Benfica szybko kontrowała. Niemniej, tak jak już wspomniałem, podobała mi się gra Sportingu. Wreszcie można o tej drużynie powiedzieć, że jest zdolna do walki o najwyższe cele na krajowym podwórku. Sam trener Paciencia powiedział po meczu, że to był wielki mecz dwóch z trzech wielkich zespołów (trzecim jest Porto -dop. autor). W końcu jest to zespół, który niezależnie od wyniku derbów, może powalczyć o tytuł mistrzowski. Z przebiegu meczu można wyciągnąć wniosek, że mecz był spotkaniem bardziej na remis, niż na wygraną którejkolwiek ze stron. Z drugiej strony - gdyby nie czerwona kartka dla Cardozo, to spotkanie mogło się potoczyć jeszcze gorzej dla Sportingu.


Podczas gdy polskie portale internetowe i gazety wspominają jedynie o wyniku samej rywalizacji sportowej, portugalskie media od soboty zajmują się tematami poza sportowymi, a również dotyczącymi derbów, między innymi zadymą (dosłownie), do której doszło na Estadio da Luz, głównie z winy organizatorów i kibiców Sportingu Lizbona. Głos w sprawie zabrał też prezydent Sportingu - Godinho Lopes. 
Sporting Clube de Portugal wyraża ubolewanie z powodu warunków przewidzianych dla swoich fanów na Estadio Da Luz. Benfica posiadała wiedzę na temat sprzedanych przez Sporting biletów, ilości fanów Sportingu, którzy będą chcieli obejrzeć to spotkanie. Niestety nie dostosowała się do tych informacji.
Prezydent w liście skierowanym do mediów zwraca uwagę na traktowanie kibiców Sportingu na Stadionie Benfiki. Fani Lwów zostali umieszczeni na trybunach w taki sposób, że problemem było zakupienie przez nich butelki wody. Nie mieli dostępu do punktów gastronomicznych,a niektórzy mieli problem z dostaniem się do toalet. Ponadto Benfica przeznaczyła dla Sportingu mniej miejsc, niż zostało sprzedanych biletów kibicom tej drużyny. Według słów Prezydenta Lopesa, fani "Lwów" zostali też wpuszczeni na stadion zbyt późno, co mogło być głównym powodem ich niezadowolenia i późniejszego, umówmy się, niezbyt dobrego zachowania. Jednak podkreśla, że sposób, w jaki zostali potraktowani kibice Sportingu na Da Luz, jest "hańbą dla takiego klubu jak Benfica".

Fakty są takie, że po meczu w sektorze zajmowanym przez fanów "Lwów", głównie przez kibiców z grupy "Juve Leo", a więc najbardziej fanatycznej grupy kibiców Sportingu, wybuchł pożar, z którym strażacy walczyli przez dobre kilkadziesiąt minut. W związku z zamieszkami po meczu policja zatrzymała 3 osoby, a 21 jest identyfikowanych przez odpowiednie służby. 

25 listopada 2011

Zaproszenie na Derby Lizbony

Znajomy mnie pyta: „Oglądasz z nami Gran Derbi?” „-Jasne!” Odpowiadam. I żałuję tylko, że nie poleciłem mu sobotnich derbów Lizbony.Polecam za to teraz! Tak, w momencie kiedy większość kibiców piłkarskich myślami jest już przy 10 grudnia i Gran Derbi, piłkarze dwóch lizbońskich zespołów szykują się na poważne starcie. W sobotę oczy całej piłkarskiej Europy powinny być zwrócone na stadion Da Luz i derby Lizbony pomiędzy Benficą a Sportingiem. Po raz pierwszy od kilku sezonów Sporting nie jedzie do swoich sąsiadów po zasłużoną porażkę. Pierwszy raz od kilku lat ma po swojej stronie kilka atutów, dzięki którym może to spotkanie wygrać. Bo chociaż niemal każde derby rządzą się swoimi prawami, to w przypadku derbów Lizbony rzadko wygrywała drużyna będąca bez formy i nie posiadająca odpowiedniego kalibru armat.

Przede wszystkim za ciekawym widowiskiem przemawia obecna forma obydwu zespołów. Sporting w krajowych rozgrywkach nie przegrał spotkania od 28 sierpnia, czyli potyczki z Maritimo (2:3 – przyp.autor). Benfica przebija to osiągnięcie, ostatnią ligową porażkę „Orły” z Da Luz poniosły jeszcze w minionym sezonie... w kwietniu w meczu z Naval. Biorę pod uwagę tylko mecze ligowe, bo te bardziej oddają charakter rywalizacji w derbach. Przygody portugalskich zespołów w europejskich pucharach nie mają żadnego wpływu na rywalizację krajową.

Jednak to Sporting jest w wyśmienitej formie. Ostatnią, dziesięcio-meczową passę wygranych przerwałą porażka w Lidze Europejskiej z rumuńskim Vaslui, nie miała ona jednak żadnego wpływu na dyspozycję piłkarzy z Alvalade, którzy wygrali dwa kolejne mecze na portugalskim podwórku. W lidze „Lwom” uległa Leiria (3:1 – przyp.autor) i Sporting Braga, z którym Sporting mierzył się w ramach Pucharu Portugalii. W znakomitej formie szczególnie są pomocnicy – Capel i Schaars, jak również Matias Fernandez i napastnik Ricky van Wolfswinkel, który w tym sezonie w Liga Sagres strzelił siedem bramek w dziewięciu ligowych meczach. Trzeba przyznać, że Sporting dawno nie posiadał tak dobrze grającego i tak skutecznego napastnika, a kiedy przypomni się ostatnie wyczyny Heldera Postigi, to Ricky van Wolfswinkel jest idealnym materiałem na superstrzelca.

Oczywiście druga strona Lizbony też ma się czym pochwalić. Mimo sprzedaży Angela Di Marii do Realu Madryt i odejścia Nuno Gomeza Benfica to ciągle silna drużyna, zresztą najlepiej świadczy o tym passa meczów bez porażki, o której pisałem wcześniej. Cięgle jest to drużyna niebezpieczna, posiadająca w swoich szeregach piłkarzy nieprzeciętnych jak Javier Saviola, Oscar Cardozo, Nolito, Gaitan, Luisao, czy sprowadzony niedawno ze Standardu Liege „kat” Marcina Wasilewskiego - Axel Witsel. Derby Lizbony charakteryzują się przede wszystkim walką, zaciętością, nieustępliwością, zdolnościami technicznymi zawodników. Kto oglądał jedne z poprzednich derbów wie o czym mówię. Resztę serdecznie zapraszam do oglądania meczu. Szkoda tylko, że żadna z polskich stacji telewizyjnych nie będzie meczu transmitowała, ale są inne sposoby na obejrzenie meczu ;) Do zobaczenia przed telewizorami/komputerami jutro o 21:00.

9 sierpnia 2011

Liga Sagres nadciąga

Nadchodzi. Wielkimi krokami, już za moment zawładnie umysłami wszystkich, którzy interesują się nią od kilkunastu sezonów ale również tymi, którzy niedawno zaczęli ją obserwować. Portugalska Liga Sagres to liga wyjątkowa, pełna nieprawdopodobnych zwrotów akcji, niczym dobry kryminał. Gdybym miał dokonać wyboru najbardziej nieobliczalnej ligi europy, wybrałbym Portugalię.

To liga, w której każdy może wygrać z każdym, choć w akurat z każdym w minionym sezonie wygrywało Porto. Zespół prowadzony przez Andre Villas-Boasa nie przegrał żadnego z 30 spotkań ligi! Sporting przegrywał z przeciętniakami z Pacos, Benfika miewała problemy z Olhanense, czy Maritimo.

Kiedyś Liga była zdominowana przez wielką trójkę do której należą FC Porto i dwa kluby z Lizbony: Benfica i Sporting. W ostatnich sezonach jest zdominowana tylko i wyłącznie przez Porto, które nie dość, że potrafi wygrać na własnym podwórku wszystko co możliwe, to jeszcze potrafi regularnie zarabiać krocie na sprzedaży graczy i ... trenerów. Że wspomnę tylko głośne transfery Jose Mourinho, czy Andre Villas-Boasa do londyńskiej Chelsea.

Wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie w zespole z Estadio do Dragao zobaczymy wszystkich piłkarzy, którzy stanowili o sile zespołu w poprzednim, mistrzowskim sezonie. Hulk, Falcao, Moutinho. Wszyscy zostają w Porto, by walczyć o najwyższe cele w Lidze Mistrzów i triumf na krajowych boiskach. Benfica, choć mocno osłabiona odejściem Coentrao do Realu Madryt i lekko wzmocniona m.in. Garayem (byłym graczem Realu) również powinna stanowić nie lada problem dla Sportingu Lizbona, który wymienił 70% składu, w tym trenera. Na Estadio Alvalade przybył Domingos Paciencia, który ma za zadanie poukładać zespół w taki sposób, by ten nawiązał wyrównaną walkę z Benfiką o drugie miejsce, a już cudem najświętszym byłaby walka o mistrzostwo. Na trybunach wśród kibiców "Leoes" zapanowałaby ekstaza.

Mimo całej swojej sympatii do Sportingu nie wróżę nieprawdopodobnych sukcesów w tym sezonie. Zmiany zaszły za daleko, by marzyć o czymkolwiek, może poza zwycięstwem w Pucharze Portugalii i kilku zwycięstwach w UEFA Europa League. Zmian w pierwszym składzie, w porównaniu do poprzednich lat, jest zbyt dużo, by marzyć o nieprawdopodobnym zgraniu zespołu, które jest według mnie niezbędne do nawiązania walki z Orłami i Smokami. Co prawda początek sezonu Sporting ma, wydawać by się mogło, łatwy. Pytanie co pozostanie z zespołu, gdy trafi się kilka porażek z dużo słabszymi rywalami pokroju Olhanense, Beira-Mar, Marítimo?

W ubiegłym sezonie mecz z Pacos zaważył na rezygnacji ze stanowiska prezesa Sportingu. Nikt o zdrowych zmysłach na Alvalade nie dopuszcza do siebie myśli, że Sporting z takimi rywalami mógłby tracić punkty, ale czy nie jest to możliwe? Moim zdaniem jest jak najbardziej możliwe, wręcz nieuniknione. Pokazują to mecze sparingowe i to, jak niezgrana jest ze sobą obrona Sportingu. Obym się mylił.

Na koniec trochę filmów do obejrzenia, oczywiście w ramach reklamy zbliżających się rozgrywek.

Filmy do obejrzenia.

3 marca 2011

Finał Pucharu Ligi uciekł za miedzę (Benfica-Sporting 2:1)

Kibice Leoes byli przed środowym spotkaniem realistami. Myśleli, że skończy się na dwóch bramkach, ewentualnie, przy wystawieniu rezerwowego składu przez trenera Jorge Jesusa, Sporting zdoła ugrać remis w regulaminowym czasie gry. Mecz pokazał, że nawet z Benfiką grającą w niemal najsilniejszym zestawieniu Sporting jest w stanie walczyć jak równy z równym. Do czasu.

W pierwszej połowie Sporting od razu rzucił się do ataków,aczkolwiek sprawiał wrażenie drużyny panującej nad tym, co się dzieje na boisku. Nie były to ataki chaotyczne. Skutek tego był taki, że Postiga strzałem głową w w 21' minucie dał prowadzenie zespołowi "Leoes". Warto też odnotować fakt, że obrona Sportingu dobrze spisywała się przez pewien czas, dopóki boiska nie musiał opuścić kontuzjowany Daniel Carrico. Polga, który zastąpił kapitana Lwów, nie wszedł w mecz najlepiej. tuż przed końcem pierwszej połowy zabawił się w zapaśnika we własnym polu karnym i Benfica otrzymała prezent w postaci rzutu karnego. Rui Patricio stanął na wysokości zadania, ale czego Patricio nie wpuścił, to sprowokuje Evaldo. Boże, jak ten koleś mnie irytuje! W 34' minucie spotkania pozwolił Cardozo wskoczyć sobie na plecy i Paragwajczyk strzelił na 1:1. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa, w której obydwa zespoły toczyły wyrównana walkę o zwycięstwo.

Niestety druga połowa to już właściwie koncert Benfiki. Początkowa faza drugiej połowy jeszcze mogła zwiastować korzystne rozstrzygnięcie dla Sportingu, ale z biegiem czasu gracze w biało-zielonych strojach słabli. "Oddychanie rękawami" - to zbyt łagodne określenie. Im bardziej starałem się dostrzec jakiś akcji Sportingu, tym bardziej ich nie było, a Benfica atakował z coraz większą zawziętością. Dość powiedzieć, że na przestrzeni kilkunastu minut "Orły" przeprowadziły co najmniej dwie akcje, które powinny zakończyć się bramkami. Najpierw Rui Patricio kopnął piłkę tak niefortunnie, że odbiła się ona od Cardozo i tylko matka natura raczy wiedzieć dlaczego futbolówka nie znalazła się w siatce, później obrona zapomniała, że w polu karnym zwykle oprócz swojego bramkarza można spotkać też napastników drużyny przeciwnej. Na szczęście uratował ich poprzeczka. Sporting też miał swoje akcje. Jednej z nielicznych swoich szans na podwyższenie wyniku nie wykorzystał Postiga, a później Matias Fernandez trafił prosto w bramkarza rywali zza miedzy. Jednak to gracze w czerwonych koszulkach atakowali z pełnym zaangażowaniem i co jakiś czas robili z obrońców Sportingu wiatraki odpustowe. W 92' minucie Javi Garcia skorzystał z niefrasobliwości obrońców i ustalił wynik spotkania na 2:1.
W finale Pucharu Ligi Portugalskiej Benfica zagra ze zwycięzcą meczu Pacos-Nacional.
Benfica- Sporting 2:1
Sporting: Rui Patrício - Joăo Pereira (85' Abel), Carriço (13' Polga), Torsiglieri, Evaldo - André Santos, Zapater, Yannick Djaló, Matías, Vukcevic (62' Valdés) - Postiga.

Bramki:
Helder Postiga (Sporting 21')
Oscar Cardozo (Benfica 34')
Javi Garcia (Benfica 90'+2)


Highlights - MyVideo

28 lutego 2011

Porażka,porażka,porażka

Dość długo się zbierałem, żeby napisać cokolwiek o dwóch ostatnich meczach Sportingu. Zastanawiałem się czy warto w ogóle poruszać ten temat, w końcu doszedłem do wniosku, że jednak warto cokolwiek napisać.

Ten blog nie powstał po to, by informować o rzeczach przyjemnych, żebym od czasu do czasu do czasu zamieścił tu bramki z meczów i opisał "jak po raz kolejny Sporting dostał po łbie". Nie, zdecydowanie nie po to tutaj piszę. Chcę się dzielić swoimi spostrzeżeniami na temat gry, ostatnio nieudolnej, prymitywnej, ale jednak gry, Sportingu Lizbona.

Obok takich meczów jak te z Benfiką i Rangers nie można przejść obojętnie, bo powoduja masę wewnętrznej frustracji. Przez moment Sporting był lepszy, ale tylko przez moment. A moment to za mało, by pokonać rewelacyjną Benfikę i grającą bardzo ciężki futbol drużynę "The Gers". Równie frustrujący, jak się okazało, był mecz z Nacionalem na słonecznej Maderze.

Sporting-Benfica 0:2
Derby z Benfiką zostały przegrane dość nieszczęśliwie, ale stare przysłowie mówi, że szczęście sprzyja lepszym, a tego wieczoru "Lwy" lepsze od "Orłów" po prostu nie były. Ale przez większą część meczu sprawiali wrażenie, jakby im na zwycięstwie zależało. W pierwszej połowie walczyli jak równy z równym, do czasu straty pierwszej bramki próbowali nawiązać walkę. Niestety - bezskutecznie. Benfica posiada lepszych piłkarzy, jest w niesamowitym gazie (ten mecz to dziesiąta wygrana "Orłów" w lidze z rzędu). W rywalizacji z takim zespołem Sporting nie miał większych szans. Po drugiej straconej bramce "Lwy" opadły jakby z sił i specjalnie nie kwapiły się do tego, żeby cokolwiek strzelić, mimo, iż od 42' minuty grały przeciwko 10 zawodnikom Benfiki. Można zaryzykować stwierdzenie, że Benfica grając w dziesiątkę jest silniejsza od lokalnego rywala i trzeba to przyjąć, jak to się mówi, na klatę.

Sporting: Patricio - J.Pereira, Torsiglieri, Polga, Grimi (73' Maniche) - P.Mendes (64' Saleiro), A.Santos, M.Fernandez - Cristiano (71' Salomao), Djalo - Postiga.

Bramki:
15' Salvio (0:1)
61' Gaitan (0:2)

Sporting-Rangers 2:2
Trzy dni później "Leoes" mieli zmierzyć się z Glasgow Rangers w meczu rewanżowym 1/16 finału Ligi Europejskiej. Po niezbyt udanym meczu na Ibrox, ale zaliczce w postaci bramkowego remisu, drużyna Paulo Sergio była - zdawać by się mogło - gotowa na bój o 1/8 finału Pucharu LE. Niestety mecz nie rozpoczął się dla "Lwów" pomyślnie, bo już w 19 minucie bramkę dającą prowadzenie Rangersom zdobył Senegalczyk El Hadji Diouf. Później zaatakował Sporting, po bramkach Pedro Mendesa i Yannicka Djalo wyszedł na prowadzenie. Rangers zaczęło atakować coraz śmielej, więc trener Paulo Sergio ściągnął z boiska ofensywnie usposobionego Matiasa Fernandeza i wprowadził dodatkowego obrońcę - Nuno Andre Coelho. Na nic się to zdało, bo w minutę później, już w doliczonym czasie gry, bramkę na wagę remisu 2:2 i jednocześnie awansu zdobył Maurice Edu. Sporting tym samym pożegnał się z Ligą Europejską i tym samym stracił szanse na zdobycie tego trofeum w tym sezonie.Po raz kolejny okazało się, że solidna gra piłkarzy o całkiem przeciętnych umiejętnościach często wystarcza w meczach przeciwko "Lwom". Nie inaczej było i tym razem. Chyba rozumiecie, dlaczego w tytule notki jest mowa o trzech porażkach, mimo, iż Sporting przegrał dwa mecze...

Kilka dni po tym meczu zarząd klubu zdecydował, że umowa z trenerem Paulo Sergio zostaje rozwiązana, a zastąpi go - dopiero po meczu z Nacionalem - dotychczasowy dyrektor sportowy, Jose Couceiro.

Sporting: Patricio - Abel, Torsiglieri, Polga, Evaldo - P.Mendes (81' Saleiro), Zapater, M.Fernandez (90+1' N.A. Coelho) - J.Pereira, Djalo - Postiga (87'A.Santos)

Bramki:
19' El Hadji Diouf (0:1)
42' Pedro Mendes (1:1)
83' Yannick Djalo (2:1)
90+2'Maurice Edu (2:2)


Nacional-Sporting 1:0
Sporting: Patricio - J.Pereira, Torsiglieri, Carrico, Evaldo (69' Maniche)- Zapater (59' Saleiro), A.Santos, M.Fernandez - Vukcevic, Djalo - Postiga

Bramki:
19' Mateus (1:0)

Highlights - MyVideo

Skrót meczu pokazuje wyraźnie - Sporting miał przewagę w momencie, kiedy Nacional grał już w "10", ale nie potrafił jej wykorzystać. Dość powiedzieć, że Lwy oddały 22 strzały, w tym na bramkę 10. Skuteczność to ogromny problem tego zespołu i nowy trener w pierwszej kolejności powinien myśleć o tym, żeby wzmocnić tę formację. W innych wypadku pozostaje słynne ...



Jedno jest pewne - zarząd klubu swoimi decyzjami - oczywiście mowa o decyzjach zmian personalnych sztabu szkoleniowego - nie poprawia nic w funkcjonowaniu klubu, a wręcz przeciwnie.

21 lutego 2011

Sporting - Benfica (RELACJA LIVE!)

Zapraszam na premierową,nietypową relację live na blogu. Tak się akurat złożyło, że nie miałem jeszcze okazji prowadzić relacji tekstowej live z derbów Lizbony, więc tym bardziej jestem ciekaw co z tego wyniknie. Będzie... naprawdę nietypowo. Subiektywnie. Chamsko (czasem). Śmiesznie (też czasem).

STARTUJEMY O 21:00
ZAPRASZAM.